Ksiega gosci

ogladaj
wpisz sie


Szablon:
SZABLONY + DODATKI na twojego bloga (--- S3 ---)

Omnie

{o_mnie}

Kontakt

E-mail: clic!
GG: clic!

Bylo

2007
luty
styczeń
2006
grudzień
październik


BOHATEROWIE Edervenne Edelair ma obecnie 19 lat.Urodziła się w niedużym miasteczku na wyspie San Jack u wybrzeży niedużego państwa Darkinistanii.Odkąd pamięta była sama.Kiedy miała 8 lat,była wiele razy gwałcona i znęcana przez ojca. ,którego wtedy zabiła.Kiedy szwędała się kilka dni później po mieście wybuchła bomba nad miastem i pogineło tysiące ludzi,ale ona przeżyła.Teraz pracuje jako płatny zabójca w wielkim mieście Moonighty Hills oprócz tego jest szefem grupy Quo Vadis oraz jest też egzorcyztą.Ma na pińku z szatanem.Wie,jak dostać się do piekła.Kiedy ma zlecenie częsta tam się wybiera.Kocha koty.Ma jedną kotkę Jolie.Eder nienawidzi siebie i wiele razy próbowała się zabić,ale jest też nadwyraz madrą osobą i ma wielki talent malarski.Umie grać na gitarze.Marzy o prawdziwym szczęściu... Tierrah Semmelsonne również ma 19 lat,ale jest o wiele bardziej pogodną i usmiechniętą osobą.W przeciwieństwie do Edervenne woli żyć chwilą i ma w dupie to,co o niej mówią inni,ale mimo wszystko podobnie jak Eder przez zbrodnie przeszłości zniszczyła sobie życie.Poznała Eder kiedy miały po 8 lat.Eder właśnie próbowała ukraść trochę jedzenia z pobliskiego baraku,kiedy uciekała wpadła prosto na eder głośno przeklinając.Jednak zważając na sytuacje dziewczyny trzymały się od te chwili razem,a raczej to Tiarrah się przyczepiła do Eder ;] Teraz pracuje razem z Edervenne jako płatna zabójczyni. Joe Tinker to kuzyn Tiarry.Ma 20 lat,a Tiarrę znał od zawsze.Kiedy Eder i Tiara nie miały co ze sobą zrobić postanowiły przyłączyć się do grupy Quo Vadis gdzie właśnie szefem był Joe.Teraz to stanowisko prowadzi Edervenne.jest trochę przygłupi i ekhm..nienormalny,ale to dzięki niemu trafiła do Moonighty Hills i zaczeła sobie układać no..nieudane życie.Joe ponad wszystko kocha gorące laski i ogniste imprezy. Hidayah Hidden jest szefem grupy Generassi i od niedawna jest wielkim wrogiem Eder.Pochodzi z odległego kraju Chire na północy Europy.Ma 23 lata i oprócz swojej pierwszej roboty pracuje w klubie "666" do którego nieświadomie wiele,wiele razy wstapywała Edervenne.Ma dziewczynę,o której będzie potem mowa w opowiadaniu.Odegra bardzo szczególną rolę w życiu Edervenne.

ROZDZIAŁ IV 2007-02-21 19:49:16

Wbrew pozorom Eder nie jest zła.Jest tak naprwadę spokojnym,cichym i skrytym człowiekiem,który stara się schować przed rzeczywistością i kieruję się głównie zewnętrznymi kryteriami.Może to nie dokońca od niej zależy...? Moze,gdyby nie było życia takiego,jakie jest bałaby zupełnie innym człowiekiem?Może to właśnie życie ją zniszczyło?Przecież wszystko moglo wyglądac zupenie inaczej...Praktycznie połowa dotychczasowego życia Edervenne to samotność.
***
-"Przepraszam,czy mógłbym Panu w czymś pomóc?"
Ochroniaż nie doczekał odpowiedzi.Owy "pan" zabił go jednym ruchem ręki poczym dyskretnie ukrył ciało wyrzucając je przez okno w krzaki.Nikt nic nie widział.Nikt nic nie słyszał.Była tylko cisza i Eder z jej ekstramalnie genialnie dopracowanym planem zanicie kardynała Hidden'a,który to wie za duzo niż powinien.Poza tym posiada zagadkowe informacje o domniemanych "tajnych działaniach watykanu",które mogą w sobie zawierać cenne informacje potrzebne "Quo Vadis".
"Trozza napisał,że spotkanie Hidden'a w Brie kończy się przed 23.00...Trzeba przez wentylatory hotelu dostać sie do jego pokoju..." Jak Eder powiedziała ,tak i zrobiła.Hotel Brie...Pięciogwiazdkowa chwała Rzymu.Powiadają-"Nigdzie nie znajdziesz lepszych małż niż w Brie..."Dziewczyna w swojej zakapturzonej pelerynie weszła na pierwsze drzewo,po którym mozna dosiegnąć któregoś z hotelowych okien.Zrobione.Weszła przez okno.W pomieszczeniu siedzą dwaj mężczyźni...Już nie.Wyszła z pokoju.Na korytarzu moby cicho,a jednak w podświadomości jasnowidza Edervenne czuje obecność sporej gromady ludzi,kierującej się w jej stronę.."Kurwa!Co robić?Wyskoczyć prze okno?" Kiedy słychać było już ich odgłosy,a winda się otowrzyła Edervenne wyskoczyła z okno,ale trzymała się parapetu tak,że "dyndała" jakieś dwadziescia metrów nad ziemią...Widziała obok szczyt drzewa,po którym wspieła się do sąsiedniego pomieszczenia,ale wolała przeczekać ,aż Ci ludzie przejdą...I nagle..
-"Tiarah?Co Ty tu robisz?"
-"Nie dostałaś wiadomości od Trozz'y?"
-"Dostałam,ale sama sobie poradzę! mam większe doswiadczenie niz Ty..."
Tym samym Edervenne wskoczyła znowy z parapetu na korytarz i wybiła swoim M16 całą pietnastoosobową grupę ludzi.Tiarah,która siedziała zdziwiona na drzewie prawie z niego nie spadła.Co prawda wiele razy widziała Eder w akcji,ale nigdy nie było to robione z taką Eder bulwersacją...Po chwili brązowowłosa wychyliła się z okno do Tiary..
-"No to chodź juz ze mną łamago,tylko szybko ,bo o 1.00 mamy samolot ,a o 2.00 mamy zdać tajne dokumenty Joe."
-"Dobrze E.G.Z.O.R.C.Y.S.T.K.O ,ale uważaj,bo Jezus cię nie zbawi!"
-"...Chodż już lepiej..."

***
Za dwie minuty ks.Hidden ma się pojawić w drzwiach swojego pokoju.Eder juz tylko na to czeka.Drzwi się otwarły,a ta szybkim kliknięciem na spust wystrzeliła kulkę prosto w sam środek jeszcze bijącego serca zdradzieckiego kardynała,przez którego (na nasze szczęśce)mogą zwalić się wszystkie tajemnicy Watykanu dotyczace tajnych informacji.Serce jeszcze bije,ale juz..juz powili doszczętnie się wykrwawia.Słychać tylko krew wsiąkającą w czerwoną wykładzinę,która zdaje się "zlewać" z nią..
-"Cóż to za piękny zapach świeżej krwi,prawda Tiarah?"
Sammilsonne porozumiewawczo spojrzała na Edelair,chociaż w głębi miękkniego serca nie rozumiała tego okrucieństwa i tego,dlaczego Edervenne nie rusza śmierć człowieka."Czy ona naprawdę nie ma serca?" zastanawiała się niejednokrotnie jej równolatka...
-"Przeszukaj całe pomieszczenie...Gdzieś te informacje muszą być..."
Po kilku minutach szukania Edervenne pierwsza znalazła złotą teczkę w której było wiele dziwnych rzeczy..
-"Apokalipsa?Cuż to za brednie?!I to mają być te poufne informacje Watykanu?No nic...Trzeba to pokazać Joe" powiedziała Tiarah.
-"Zmywajmy się z Tąd,bo zaraz znowu bedzie trzeba wybić szmat cholernego,Watykańckiego cielska."
Edervenne Edelair kazała Tiarze złapać ją za pelerynę poczym wyskoczyła z okna niczym nietoperz z teczką w ręku..Wskoczyła na dach sąsiedniego budynku i biegnąc po dachach Rzymu w 10 minut dostała się na jego obrzeza do lotniska,z którego ma dostać się do głównej bazy Quo Vadis...

skomentuj (1)

ROZDZIAŁ III 2007-02-15 19:21:36

....-"Jest tylko jeden kłopot Eder."
-"No juz mów...Pewnie znowu będzie,że jest trochę inny niz wszyscy..."
-"Skąd wiedziałaś,ze jest mieszkancem?"
-Powiedzmy,ze to taka kobieca intuicja,Joe..."

Po kilkudziesięciu minutach Eder była juz w bazie głownej...Co bedzie potrzbene?Napewno zestaw zaklęć staroangielskich z XVII wieku,pogańskie sztylety i kilka granatów.Tak na wszelki wypadek.Podróz do Rzymu? Czemu nie...Tylko trzeba będzie skądś wytrzasnąć kase na samolot."Kurwa!Czemu za wszystko musze płacić ja?Moze kiedy te wszystkie jebane szuje z Quo Vadis zaczną stawiać te jebane wyposarzenie...A!Omal bym nie zapomniała!Co ja zrobię bez mojego ...kota"

O 05.30 nad ranem (kiedy było juz ciemno) był samolot do Włoch...Do Watykanu.Tam Edervenne ma spotkć się z mieszkańcem Shiyah Madokke Ru
O 05.30 nad ranem (kiedy było juz ciemno) był samolot do Włoch...Do Watykanu.Tam Edervenne ma spotkć się z mieszkańcem Shiyah Madokke R ....-"Jest tylko jeden kłopot Eder."
-"No juz mów...Pewnie znowu będzie,że jest trochę inny niz wszyscy..."
-"Skąd wiedziałaś,ze jest mieszkancem?"
-Powiedzmy,ze to taka kobieca intuicja,Joe..."



O 05.30 nad ranem (kiedy było juz ciemno) był samolot do Włoch...Do Watykanu.Tam Edervenne ma spotkć się z mieszkańcem szatana Shiyah Madokke De Ru.Ma jej przekazać tajne informacje na temat Hidden'a...Tego księzulka,który podobno posiada jakies informacje na temat Quo Vadis.To nie będzie trudne...Mamy swoich ludzie w Watykanie.
Potem jakos bedzie trzeba wkraśc się do hotelu,na temat którego Shiyah ma podać informacje o 16.00 przy placu św.Piotra.Potem jakos będzie trzeba poprosić demony o łaskę...

Godz. 15.45. Plac św.Piotra w Watykakanie. Edervenne Edelair stoi w wyznaczonym miejscu.Czarny płaszcz,czarna czapka a la Van Hellsing, ciemne okulary z lusterkami po bokach,które dla Eder i tak nie są potrzebne.Czeka...
Godz.15.56 obok Edervenne przechodzi mężczyzna o ciemnej karnacji ubrany podobnie jak ona.Czarny kapelusz miał byc znakiem rozpoznawczym.Niepostrzezenie w tłumie przekazuje dla brązowowłosej tajne informacje mówiąc tylko cicho "Quo Vadis,species?Sum quod eris?()Dokąd zmierzasz piękna?Wkrótce bedziesz,tym,kim ja.)"
-"Odpuść sobie hiszpański grzeszniku.Poczym wbiła mu nóż prosto w serce..Ale nikt tego nawet nie zauwazył,a ona niepostrzezenie zmyła się tak szybko,jak się znalazła."Teraz Edervenne...Odczytaj te głupoty.."
"Kardynał Hidden o 20.00 zaczyna spotkanie w hotelu Brie.O 23.00 wraca do swojego pokoju...Będzie miał na sobie czerwone ubranie.Krzyż na wierzchu.Trzymaj się od niegoc z daleka,Edervenne.W miedzyczasie mozliwe,ze spotkasz Tiarę Sammillsonne.("Tiarah?Co oba tu robi?).Będzie Ci pomagac...(Sama sobie poradzę!)...Kiedy kardynał zaśnie wkradnij się do niego...To bedzie łatwe,poczym wezmiesz wszystkie dokumnty i sprawdz co własciewiem niedoszły nieboszczych wiedział.O 01.00 masz samolot na lotnisku głównym w Rzymie.Liczymy na Ciebie i uwazaj na mieszkanców nieba,bo kręci się tam ich duzo! Manuello Trozza,główny kierownik Quo Vadis i korespondent Stowarzyszenia W Rzymie."

-"No to zobaczymy,co dla świata ma do zaoferowania nasz Watykan-prawdziwe oblicze mojej twarzy.Exordium Ciner"






skomentuj (1)

ROZDZIAŁ II 2007-01-10 22:16:02

Stała na skraju góry.Pod nią droga do wiecznego spełnienia.Jeden krok i koniec.Z drugiej strony zupełnie inne życie,jednak pełne pustki jak zawsze.Krok w krok ta sama melodia.Ten sam dramat.Z przodu pełnia z tyłu zachód.A co Ty byś zrobił na jej miejscu?
Edervenne wzieła krótki,10 centymetrowy sztylecik i włożyła go za pas.Jak zawsze.W kółko ten sam rytm.Taki sam dzień.Te same drzwi.Ta sama skóra.Te same oczy i to samo spojrzenie,jednak inne.Rozumiejąc te nieznane bity wzieła srebrny,połyskujący wisiorek i założyła go lekko na szyję.Krzyż celtycki,po bokach piszczele.Jeszcze czegoś brakowało...XII wieczna karteczka z wizerunkiem św.Anny wsadzona do kiedzeni czarnego,lekko opadającego płaszcza.Teraz mozna juz iść.
Dochodziła 00.00 .Na ulicach Moonighty Hills robiło się już cicho.Czasami było słychać dzikie szczekanie psów i krzyki kobiet dręczonych przez mężów.Każdy,kto by chciał mógł to łatwo zgłosić ,ale kto by się odważył.Moonighty to mroczne miasto.Tu margines stanowi 40% mieszkańców.Prawdę mówiąc,to sama metropolia żyje z grabieży i rozbojów w innych miastach.Edervenne szła pewnie poprzez cichy zaułek w centrum miasta.Na ramieniu Jolie.Miała się spotkac z Tiarą w bazie głównej ukrytej w podziemiach pub'u "Pod Przejrzystą Łzą".Lekko uchyliła drzwi.Pijani młodzi ludzie szaleli do upadłego.Muzyka grana przez wędrownych grajków zagłuszała własne myśli.Podeszła do strażnika stojącego w niepozornym miejscu niedaleko baru.Za nim były twarde,drewaniane i mocne drzwi.
-"Hasło." powiedział strażnik do Edervenne,która jakoby z sarkazmem odpowiedziała
-"Quo Vadis Domine".
Na początku schody i kolejne drzwi,jednak juz bez strażnika.Eder lekko je uchyliła.W środku było zupełnie inaczej niż na górze.Ludzi owszem było sporo.Po zobaczeniu Eder zamilkli,a ona machnęła ręką na znak,że mogą wracać do wcześniejszych zajeć.Muzyka nie grała zbyt głośno.Ludzi wszyscy wyraźnie byli pochłonięci rozmowami na rózne tematy.Chodzili tu i tam.Eder od razu zobaczyła Tiarę siedzącą razem z Joe na fotelach.
-"Jak zawsze maksymalnie punktualna Eder.." powiedziała Tiarah.
-"Co to za 'wyjątkowo ważne zlecenie'"?
odpowiedziała śmiało Eder.Była jak zawsze podekscytowana,kiedy trafiało do niej jakiekolwiek zlecenia,a to miało byc "wyjatkowo ważne" jak powiedział wczoraj Joe.
-"Otóż Edervenne...Problemem jest nijaki profesorek Hidden Deckill.Zaczął węszyć tu i tam i wie troszkę więcej niż powinien.Mam nadzieję,że się nim zajmiesz i pokażesz mu,co naprawdę jest mu przeznaczone..."
-"Co?Tylko tyle,Joe?" zapytała 19-latka z wyjatkowo długimi,kasztanowymi włosamia z czarnym kotem na ramionach,który wydawał się być tu,ale i nie tylko.Joe kontynuował swoją konwersację z Eder.
-"No właśnie ... Hidden jest bardzo znanymi cenionym w świecie profesorem,ale jest też bardzo wybitnym księdzem.Podobno robi w Watykanie.Uwazaj na niego.Właśnie tacy jak on sa naszymi wrogami.."
-"Joe,sama wiem.Przecież to ja ustalałam te zasady.Gdzie mogę zacnego księżunia i wyzszym wykształceniu zneleźź?" wymamrotała Edervenne z ironią
-"...Ostatnio widziany był przez naszych zwiadowców na uniwerku,do którego chciałaś iść na filozofię..(i tutaj Tiarah I Joe gorzko się zasmiali)..Znajdź go i zabij,a i wcześniej zbierz jego wszystkie notatki i dowiedz się o nim więcej...Liczymy na Ciebie,Eder."

skomentuj (0)

Rozdział I 2006-12-16 22:50:13

Hejah ludu.Po pierwsze sorki,ze długo nie pisałma,ale nie miałam zbytnio weny twórczej,ale teraz wznawiam moją historię.Zaczyna pierwszy rodział!!!
****************************************
Mineło siedem lat odkąd Edevenne poznała Tiarę i resztę.Wiele się zmieniło.W Moonighty Hills życie toczy się zupełnie inaczje niż w małym miasteczku San Jack.To wielka metropolia.Nieporównywalna.Nad miastem unosiła się gigantyczna chmura smogu.Wszystko wydawało się na pierwszy rzut oka takie wielkie i potężne,a zarazem smutne i wprowadzało bardzo pesymistyczną atmosferę.Szare mury ,a na wzgórzu wielka forteca.Po ulicach chodzą setki ludzi ze spuszczonymi głowami,zajęci swoimi sprawami.Nikt się soba nie interesuje.Nikt się nie odzywa.Na ulicach siedzą rzebracy i swymi błagalnymi oczami szukają "ofiary",która z łaski da mu troche na zycie.Jednak trzy-czwarte tych ludzi to oszusci.W tych czasach trudno odróznić dobrego człowieka od złodzieja.Nawet te najmniej pozorne dzieci mogą okazać się zwykłymi oszustami,którzy czychają na naiwniaków.
Na jednej z takich ulic stała zakapturzona,smukła postać z fajką w ustach.Wpatrywała się w przechodniów,którzy z zaciekawienie przygladali się osobie.No wiadomo,o kogo tu chodzi...
-"Eder,gdzieś ty była do cholery?"
Nagle w oddali widać było machającą ,na czarno ubraną postać.Jej wyraz twarzy mówił coś w stylu "No nareszcie Cię znalazłam,debilko!"
Tiarah(bo to własnie była ona) podeszła z usmiechem do Eder i pociagneła ją za ręke.
-"O co Ci znowu chodzi ,Tiarah?"zapytała Eder majtając oczami na prawo i lewo
-"No jak to o co.Nigdzie Cię nie ma.Szukam Cię od wczoraj,a ty.."
-"Słuchaj,a to ja juz nigdzie nie moge chodzić sama,czy jak?Weź już.Nie chce być wszędzie tam,gdzie ty..."
Tiarah zaśmiała się jakby nie wiedziała,o co jej właściwie chodzi.Weszły(Tiarah wciąż trzymała Eder za ręke) do małej kamieniczki w gotyckim stylu.Cichutko otworzyły drzwi i szły dalej na palcach."Kurrrwa" myślała Eder.Nagle ni z tąd ni z owąd Jolie naskoczyła na Eder,a ta co?Wzieła i się przewaliła prosto na śpiącego Joe :)
-"NIE ZABIJAJ,ZA MŁODY JESTEM!!!"
-"To tylko ja mozgu.Dzięki memu kotu.!"
-"Dzięki wredna,stara,gruba kocico!"
-"Te,tylko nie tym tonem do mojego kota!!!" Eder walnełą biednego Joe z całej siły w prawy policzek,który był jego czułym punktem.Edervenne była bardzo przywiązana do Jolie.Co prawda była to stara kocica,ale nie wygladała na taką.W jej oczach było coś takiego,amgicznego i tajemniczego.Pewnie zastanawiacie się,dlaczego właściwie Eder przeprowadziła się z kumplami do Moonighty Hills?Otuż znalazła nieźle płatna pracę,ale nie chodzi tu o bycie kurtyzanaą,nie nie :P Sami wiecie.Wynajmują Eder do zabijania,bo tylko w tym jest dobra,ale ma tez drugie zycie.Otuz zatrudniła się jako egzorcyztka.Wygania demony z ciał opętanych ludzi ,ale tylko ona i Jolie o tym widzą.Nawet jedyne osoby,który ufa---> Tiarah i Joe,nie mają o tym zielonego pojęcia.Narazie to tylko początki jej pracy,jednak Eder ma wkrótce bardzo ważne zlecenie.Ma za zadanie zabić gubernatora pobliskiego miasta Gregory'ego McMight'a.Będzie to trudne zadanie,jedne z tych co wymagaja wyjatkowego poswięcenia,ale o tym w następnym rozdziale..
A propos pracy Eder,to warto jeszcze dodać,ze Joe jest załozycielem grupy przestepczej Quo Vadis i to właśnie dla niego,a raczej razem z nim pracuje Eder.

skomentuj (0)

Proloq cz.II 2006-10-19 20:20:31

Siema :) Widzę,ze narazie nie ma jakis sensacjii,a konkretnie to nikt tu nie zachodzi,ale dora-kolejna część proloqu :) )
----------------------------------------
-"Słyszałeś?" zapytał zdyszany mężczyzna
-"Co?O czym?"odpowiedział zdziwiiony sześćdziesięcioletni barman Bob,z knajpy "Pod Wściekłym Psem"
-"Podobno dom starego Goyl'a się cały zjarał,a w środku znaleziono jego,szkielet,tylko tej jego małej nigdzie nie ma!Trwają poszukiwanie...Stary ty nic nie wiesz?"
Bob wytrzeszczył gały z niedowiezenie.Był dobrym kumplem tyrana Goyl'a.Codziennie razem popijali vodke.Byli takimi 'znajomymi od piwa'.
Czasami nawet zdarzyło mu się "przenocować" u niego w domu,ale co dziwne,nawet on nie znał,prawdy,o tym,co dzieje się w domu,a Edervenne widział dosłownie tylko kilka razy w życiu!
-"Nie do wiary!Ale co...jak?Może piraci,albo bandyci?"dopytywał się jeden drugiego,aż w końcu Bob zapytał pewną kobietę,o imieniu Alice-kelnerkę
-"Nie wiem dokładnie,chyba to wina tej małej.Wiedziałam,że majac takiego bachora,to prędzej czy później nieszczęście spadnie na dom.Nie wiem,ale w tej małej było coś dziwnego."

...

Jej twarz nie wyrażała nic.Można było jedynie dostrzeć ciut zakłopotanie,smutku i pewnej zadysfajcjii w jej zachowaniu.Szła właśnie główną aleją,w San Jack.Nie było by w tym nic dziwnego,gdyby nie to,że szuka jej całe miasto.Nawet natkneła się na ścianę,na której pisało "Mała dziewczynka,długie włosy,zielone oczy,z kotem pilnie poszukiwana!"
Tak,tylko kto by szukał Eder?Miała na sobie
czarny kaptur,to wszystko.Mądry człowiek,od razu by się skapną,że podejrzanie wygląda,ale tam wszyscy byli zajęci swoimi sprawami.Nagle Eder zachciało się pić..bardzo!"Gdzie mam niby znaleźć coś do picia?Mam tylko pięć złotych..."(wiem,ze to troche głupię,ale nie wiedziałam jaka walutę wymyślić)
Mineła kilka sklepów.Zaczeło się powoli ściemniać."Raz się zyje!"powiedziała na głos i wbiegła do sklpeu z alkocholem,wzieła z półki butelkę jakiegoś dżin'a i wybiegła ile sił w nogach,Jolie podąrzała za nią!
-"Złodziejka!Łapać ją!!!!"krzyczał sprzedawca.Eder biegła to zakręt w prawo,to w lewo,nie miała pojęcia gdzie biegnie!"O Jezus Maria,juz po mnie!"jakoś udało jej się przeskoczyć jeden ściek,ale sprzedawcy,i ośmiu policjantom + dwa psy też się to udało.Przez chwilę,już chciała się poddać,dostała kolki!Jej kroki zaczeły robić się wolniejsze,a łzy napływały jej do oczu.Od zgraji goniącej ją dzieliło tylko jakieś siedem metrów."Nie dam rady...",ale cały czas biegła.Nagle tak chytrze skręciła w prawo,ze nawet całe zajście oglądający przechodnie nie zauważyli jak "uciekinier" znika."Uff...no to zyskałam na czasie"pomyślała Eder chowając miauczącą i wyraźnie przestraszoną Jolie w kieszenia,bo jeszcze wtedy był to nieduży kotek,a jej kieszenie były spore
-"No nie miaucz już,bo jeszcze nas usłyszą..."wyszeptała zdyszana Eder.Zaczeła się rozglądać,ale to co zobaczyło przeraziło ja całkowicie.
-"To ślepy zaułek!"
-"......Dokładnie...."powiedział głos,gdzieś niedaleko
-"Ktoś ty?Czego chcesz?!"pytała zdenerwowana dziewczynka.Przypomnę,ze miała wtedy zaledwie osiem lat,ale wyglądała na jakieś dziesięć,a głos miała jak pietnastolatka.
-"Tutaj!"teraz było słychać,że jest to głos dziewczynki,a do tego jakoś w jej wieku!
-"Kim jestes?Gdzie...?"
-"Masz ładnego kota!"
-"Co???"Eder już totalnie była zakłopotana.Miała zmarszczone rzęsy,szeroko otwarte usta i conajmniej dziwny wyraz twarzy,aż nagle przed nią,jakby znieba zeskoczyła dziewczynka.Wyglądała dość dziewnie,a to dlatego,że,była ubrana podobnie,jak Eder,uśmiechała się,od ucha,do ucha.Miała długie,ale krótsze od Eder i jaśniejsze,orzechowe wręcz włosy.Potem Edervenne nic więcej nie zdążyła powiedzieć,bo dostała w tył głowy jakimś cieżkim przedmiotem,a ostatnią rzeczą,jaką zobaczyła świadoma,było zaskoczona twarz Tiary,bo tak rówieśniczka jej miała na imię...Edervenne nie zdawała sobie sprawy z tego,że kiedy ona leży nieprzytomna,Tiara ratuje ją przed policjantami i...wypija jej cały DŻIN!!!

....

-"Hej ty laska,jesteś taaaaam...?"
-"Chyba siem budzi!"
-"Zamknij się!"
Mineły dwie godziny od zajścia w zaułku.Edervenne napoczątku otworzyła jedną powiekę,potem drugą.Pokój,w którym się znajdowała był średniej wielkości,na ścianie były pozapisywane jakieś napisy,na stole obok niej było kilka niedopitych kieliszków i kilka butelek różnych alkocholi,naokoło był wileki bałagan,a w powietrzu było czuć,coś w rodzaju papierosów i zgniłych skarpetek.Jednym słowem-FUJ!
-"O,cześcik!Wiedze,że panienka z okienka się wkońcu obudziła!"wykrzykneła jej ta sama osoba,która zaczepiła ją w zaułku.Poznała po podekscytowanym wyrazie twarzy.Tiarah miała na rękach zmęczoną,też dopiero wybudzoną Jolie,a obok niej stał jakiś chłoptać,z papierosem w ustach.A pomyśleć,wyglądają oboje na osiem lat,a palą i piją,choc w sumie Eder nie powinno to dziwić,bo sama tak robi...
-"Gzzzie...?Gzzie ja jestem?Gzie mój dżin...?"pytała jeszcze w połowie nieprzytomna Edervenne
-"Masz zajebistego,wykurwistego kocura,a to jest moja 'chata',wyjebana w kosmos bejbe no,nie?" wykrzykneła Tiarah,Eder podniosła się lekko i uklękneła,przecierając oczy.Zaczeła się rozglądać.Spojrzała na Tiarę."Ta wydaje się jakaś dziwna,ale tryska od niej pozytywną energią.Dziwne,muszę brać Jolie i uciekać stad jak najszybciej,chociaż gdzie ja pójdę i dlaczego właściwie tu się znalazłam?" pytała siebie w myślach Eder,podczas gdy Tiarah gadała coś non stop.
-"Jestem Tiarah(czyt.Tiara) Sammelsonne,mam łosiem lat i mieszkam tu z moim niedorobionym kuzynkiem,jesteśmy Quo Vadis!" ostatnie słowa szczególnie zaciekawiły Edervenne
-"'Dokąd zmierzasz'?"zapytała
-"Ja tam nie wiem,co to znaczy,ale ważne ,że fajnie brzmi,no a teraz kochaniutka coś Ci podać do picia?Prawda jest taka,ze nieźle się namachałam,zeby odgonic tą całą zapchloną zgraję od Ciebie,chyba to nie za tego dżina ,którego z Joe'em wychlaliśmy,eee to znaczy...wylalismy!"
-"Wypiliście mój 'nektar goryczy'?"zapytała zdenerwowana Edervenne patrząc na zarumienioną Tiarę.Bezmyslnie wyrwała z jej rąk Jolie u podbiegła w kierunku drzwi.Już była prawie na zewnątrz gdy coś,a raczej ktoś złapał ją za ramię.
-"A dokąd to?Nie podoba Ci się tu?" była to Tiarah
-"Idę do domu!"odparła wrzaskiem rozjuszona Edervenne próbując się wyrwać Tiarze ma próżno i usłyszała tylko słowa Tiary:
-"Ty nie masz domu dziecko..."Orzechowłosa póściła Edervenne."Skąd ona to wie?"Pytała się w myslach.
-"Skąd to wiesz?"
-"Bo wiem...Dokąd zmierzasz?" Dokad zmierzasz,to było to."Dokąd Zmierzasz,Quo Vadis,to jest to!" Edervenne powtórzyła kilka razy to co kłębiło się w jej myślach."Quo Vadis?"
To było dobre pytanie,bo gdzie ona ma iść.Została zupełnie sama,ma tylko leniwego kota,sztylet i siebie,nic więcej,ktoś jej pomógł?Równie dobrze mogła zginąć,bo tak jej zdaniem i tak byłoby lepiej.Tiarah póściła ramię Edervenne Edelair.Ta wzieła Jolie,podziękowała jej za pomoc i bardzo szybko wyszła.Szła tak dziesieć minut,nawet wiedziała,gdzie się znajduje,bo ten dom kilka razy mijała.To raczej była mała komórka,a nie dom,ale cuż..."I co ja mam teraz zrobić?.."była już noc.Słuchać było tylko krzyki rozpitych mężczyzn,dźwięki gitar,smiechy i coś jakby chałczenie psów policyjnych."Pewnie jeszcze mnie szukają..."Kiedy Edervenne była blisko portu usłyszała za plecami
-"Heeej!!!Poczekaj!Zapomniałam Cię zapytaaaaaaaaaaaaaaać!!!" O nie...to znowu była Tiara,a za nią widziała sylwetkę tego chłopaka Joe'a.
-"Uff,uff,uff...Heh.Zapomniałam Cię zapytać,jak Ci na imię?"
-"Ja?Ja jestem...Edervenne."
-"Edervenne?" powtórzył Joe
-"Tak,a co...?"
-"Nie,nic!" powiedziała za Joe'go jego kuzynka miała bardzo tajemniczy wyraz twarzy.Nagle Tiarah powiedziała:
-"Idziemy z tobą!"szok jaki przeżyła Edervenne po tych słowach był ogromny."Co ona powiedziała?Po co?" stali tak jakieś dwie minuty.Edervenne zadręczała się pytaniami,bo czemu tak nagle jakieś obce dzieciaki chcą iść razem z nią,przecież ona im w niczym nie pomorze.Może,oni wiedzą coś o jej niezwykłych właściwościach,albo co..?Przecież to niemożliwe,a moze jednak."Nie wiem,ale w tej Tiarze czuję coś niezwykłego,tylko nie wiem do końca co..Może ona coś kombinuje?"
-"Ppo,ppo,ppppo cccooo??"
-"Aaaa...tak sobie!Chcesz jeść?" zapytała Tiarka wyraźnie burząc Eder
-"NIE!"
-"A pić?"
-"NIE!"
-"Napewno..??"
-"NIE,NIE,NIE,ODCZEP SIĘ!"
-"A czemu?" Tiarah uwielbiała irytować,teraz edervenne Edelair już po kilku godzinach łażenia za Eder,ta dała za wygraną,bo takich przyczep ja te dwa półkłówki się łatwo nie odczepia,ale wtedy Edervenne nie wiedziała,że dzieki im uda jej się dowiedzieć wielu ważnych rzeczy i znajdzie przyjaciół.Potem już jej losy potoczą się inaczej.Opowieść zawinie półokrągłe koło,ale o tym kiedy indziej...
CDN

skomentuj (1)

Proloq cz.I 2006-10-03 20:20:46

Edervenne była zawsze nieco inna niż reszta.Miała długie,opadające na lewe oko,ciemno brązowe włosy,czarne ubranie i te pełne smutku spojżenie robiło wrażenie,jakby to była jakaś sześcioletnia ćpunka.Miała wielkie,podkreślone wiecznie czarną kredką oczy.Zielone..smutne,i pełne żalu spojrzenie.Zawsze wolała trzymać się na uboczu.Wolała rysować i pisać wiersze niż bawić sie z innymi dziewczynkami w dom,czy lalkami.Bardzo żadko się uśmiechała.Jeśli juz to tylko wtedy kiedy np.koleżanka złamała nogę,albo widziała jak jakiś dom się paliła,ale pewnego dnia uśmiech z jej ust znikną na zawsze.Kiedy miała sześć lat zmarła jej jedyna siostra.Jedyna osoba,z którą tak naprawdę rozmawiała.Marinenne była cztery lata starsza od Eder.Pewnego dnia,kiedy Ederevenne wróciła do domu zastała tylko pijanego ojca na podłodze i Marin zalaną krwią w łazience oraz żyletkę obok niej.Odrazy wzieła ją i przecieła sobie żyłę.Obudziła się tydzień później w tym samym miejscu!Nikt jej nawet nie tkną,a zwłoki siostry leżały obok niej,zalazłe od robaków.Wiadomo,ze to raczej niemożliwe,że kiedy ktoś przetnie sobie żyły i leży siedem dni to ma znikome szanse na przezycie,ale już wtedy Edervenne dawała znaki o jej niecodziennych właściwościach.Podczas spędzonego czasu we śnie widziała piekło,ogień,płonące domy,krew i krzyki nienarodzonych dzieci-bękartów.Bała się.
..........Kiedy podniosła się z podłogi i weszła do salonu,w którym leżał zchlany ojciec,jeszcze ze świadomością,co się dzieje.Podszedł do Eder i jak gdyby nigdy niec zrobił to,co się domyślacie.edervenne nawet nie krzykneła.była bardzo wrażliwa,ale nie okazywała swoich uczuć.Poprostu potem wyszła,wracała i znowu to samo.Wyszła wracała i to samo...tak w kółko.I tak mineły dwa lata...

.......

-"Eder ty suko!Przez Ciebie nie dostałem renty ty...mała kurewko!Ty.."
-"Zostwa mnie,nit przezemnie..."wymamrotała Edervenne.Miała wtedy osiem lat i była juz silniejsza i bardziej pewna siebie.Ojciec zwalał na nią wszystko.byle pretekst był mu potszebny,aby zaspokoić swój zwierzęcy głód,a Edervenne zoraz częściej miała dziwne wizje.Widziała dom w oginiu.Swoją zmarłą matkę z koźlimi rogami.Wiedziała,że to ona,choć tak naprawde Edervenne nigdy jej nie widziała.Marinne mówiła,że matka od nich odeszła i nie wróciła,ale mała ośmiolatka widziała,że to on.."Ten drań!To napewno on zabił jej matkę!I pewnie Marin też,tylko chciał żeby to wyglądało na samobójstwo!"Brązowowłosa wiele razy próbowała podwędzić od kogoś pistolet i strzelić w siebie i ojca,ale jakoś nie miała odwagi.Chwilę potem poczuła czyjś oddech na jej plecach..
-"Ty cipo!Przypomionasz mi twoją matkę!Ty,ty mała kurewko.Ja Cię tu utrzymuję,a ty co?!"
Prawda była taka ,ze mała Edervenne utrzymywała się sama.Okradała ludzi na straganach,poniewaz mieszkała też w bardzo,bardzo biednej dzielnicy.Tam wszyscy kradli.Czasami coś jej się nie udało,ale była przeważnie nieuchwytna.Była bardzo szybka i zazwyczaj świadkowie kradzieży zazwyczaj mówili,ze widzieli 'cień'.Tak też często Edervenne nazywała się Cieniem.
-"Ała,ty chuju!Ała...to boli!Przestań!"
Jękała mała Eder prosząc ojca o litość,kiedy on zaczął wyrywac jej brazowe,proste,długie,jedwabiste włosy.
-"No to poproś!"powiedział przez zęby piędziesięcioletni,łysy tyran.
-"Nie!Tym razem nie!Ała...!!!".
...Zapadł zmrok,a nasycona nienawiścią dziewczynka zaczeła przeklinać na całą chatę(kiedy ojciec spał)
-"Boże!Ty pierdoło!Kim ty jesteś!Czemu mi to robisz!Ja już nie chcę cierpieć!Nie chcę widzieć szatana,matki!Nie chcę tego debila,tego OJCA!!!Jesteś chujem.Nienawidzę Cię Boże!!!"i wtedy pierwszy raz od wielu lat po jej policzkach zaczełu spływać łzy...Najpierw pojedyncze,potem zaczeły spływać strumieniammi,a potem był to już wybuch żalu tlumionego przez praktycznie całe życie.Płakała,płakała.Tylko ten ..Bóg.Tak,Bóg.Tylko On wie ile ona tak tam klęczała i płakała,co jakiś czas zerkając czy Ojciec się nie budzi.W końcu nastąpił przełom.

"I ujrzałam białego jelenia nad stawem.Daj mi rękę mówił mi głos.Wziełam ją,noż,krew i śmierć.Koniec,klęska.I nastałą cisza.Ja wiem,że to byłeś ty,Lucyferze,a teraz i na mnie nadeszła pora.Na mnie.Edervenne,czyli Rajski Deszcz,bo ja chcę,żeby ze mnie krople zmyły wszystkie grzechy zła.Jak deszcz.Jak Edervenne.Jak ja..."

Pisała Edervenne w swoim pamiętniku.Wiedziała co teraz się stanie.Pora wyruszać w drogę.Pora kroczyć ku choryzontom,ale co Ona ma zorbić.Ma osiem lat.Zabiła człowieka.Ma tylko kota Jolie,nóż,pamiętnik,i sówj rysownik w plecaku.Ale tak naprawde ma coś znacznie więcej.Ma też coś,czego inni nie mją.Ma wiedzie i może rozmawiać z szatanem.Moze odwiedzać piekło,ale takie coś nie jest początkiem jej misjii.Ona chce odkryć sens istnienia świata,sens istnienia Edervenne.
-"Pora ruszać Jolie..."kilja kroków w przód.Przeszła przez drzwi.Nie wiedziała jednak,ze jej sny mogą ziścić wcześniej niż przypuszcza...

****************************************
Hejka!Mam na imię..ee no właśnie.Dobr,dobra powiem.Mam na imię Zuzia,a mój PRYWATNY blog to vampire-stories.
Tam znajdziecie więcej informacjii o mnie.A to jest moje opowiadanie,jedne z wielu.Prawda jest taka,że pisałam wiele,wiele opowiadań o Edervenne.Zawsze było inaczej.Raz była piratką i żyła w 1699 roku.Kiedy indziej była sławną rockową piosenkarką,ale teraz biorę się na serio do roboty.Edervenne to taka dziwna postać i spodziewam się niemiłych komentarzy na ten temat,bo wiem,że ludzie różnie reagują na moje opowiadania,ale ok.Wpadajcie na prywatnego bloga i koniecznie skomentujcie tą notkę!!!Koniecznie.I postanowiłam,że żeby było bardziej regorystycznie to minimum pięć komentów na dobry początek.Ok.to pozdro 4 all dla wszytskich!Narazie!!!!!!!!!!!

skomentuj (1)


Szablon wykonała: Suwa Pobrano: Scjena3.prv.pl, Foto?